Azja,  Blog,  Podróże,  Wietnam

Hotel Little Hoi An

Początkowo, gdy przyjechaliśmy do Wietnamu, zależało nam na tym, by zostać tu dłużej i pozwiedzać inne miejsca niż tylko stolicę. Jednak przyszła korona, kwarantanna i wszystkie nasze plany musiały zostać zawieszone. Teraz, gdy kwarantanna się skończyła i znów można bez problemu podróżować po Wietnamie, nagle okazało się, że nasze nastawienie psychiczne się zmieniło. Co innego podróżować, bo chcesz tego, a co innego, gdy nie masz innego wyjścia.

W pewnym sensie zadomowiliśmy się w Da Nang i, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, wszystko nam spowszechniało. Ostatecznie jednak postanowiliśmy wyjechać sobie na weekend do pobliskiego miasteczka Hoi An. Podobno przez lokalnych turystów nazywane jest ono Wietnamską Wenecją.

Port Hoi An

Przez wiele lat port w Hoi An był uważany za największy port handlowy w południowo wschodniej Azji. Na koniec 19-tego wieku jednak port przeniósł się do okolicznego Da Nang, a Hoi An został zapomniany na 200 lat. Dzięki temu jednakpozostał nie naruszony zmianami jakie w międzyczasie zachodziły w Wietnamie. Ten fakt sprawił, że wpływowy polski architekt i konserwator zabytków, Kazimierz Kwiatkowski, odkrył i ponownie rozsławił to miejsce. Tym razem jednak nie dla handlarzy lecz dla turystów. Do tej pory w Hoi An stoi jego pomnik. W 1999 roku natomiast UNESCO uznało stare miasto za „Miejsce Światowego Dziedzictwa” (Wikipedia).

Hotel „Little Hoi An”

Wynajęliśmy sobie pokój w hotelu „Little Hoi An” z widokiem na rzekę. Cena była bardzo przystępna, prawdopodobnie dlatego, że Wietnam niewiele wcześniej otworzył ponownie po ponad miesięcznej kwarantannie miejsca turystyczne. Wprawdzie turyści zagraniczni nadal nie mogą tu przyjechać, ale lokalni ludzie chętnie podróżują po swoim własnym kraju po tak długim zamknięciu w domach.

Pokój hotelowy nie był duży, ale bardzo ładny i czysty stylizowany na przemieszkę starego i nowego stylu Indochińskiego. Większą część pokoju oczywiście zajmowało wielkie łóżko. Niestety przyzwyczailiśmy się już do naszych wybitnie twardych materacy w Da Nang. Tutejszy miękki materac wydał nam się zdecydowanie za miękki. Chodziliśmy w związku z tym ciągle nie wyspani, ale to nie była wina hotelu.

Po raz kolejny naszym ulubionym miejscem był balkon z widokiem na rzekę. Kolorowe lampki, łódki nocą i wszechobecny zapach jaśminu, który rósł przed hotelem dodawał mu uroku. Chyba już zawsze zapach jaśminowej herbaty będzie mi się kojarzył z tym miejscem.

Obsługa hotelu też była bardzo miła. W recepcji dostaliśmy małą mapkę starego miasta. Sympatyczna recepcjonistka dopisała na niej długopisem kilka dodatkowych miejsc i restauracji, które warto odwiedzić. Za każdym razem gdy nas widziała szeroko i szczerze się uśmiechała i zagadywała.

W hotelowej restauracji natomiast, kelnerka poza poinformowaniem nas o potrawach jakie serwują, dała nam kilka kolejnych wskazówek, gdzie jeszcze w okolicy możemy smacznie zjeść.

Historyczne miasto

Wczesnym wieczorem postanowiliśmy przejść się na Stare Miasto i odwiedzić te wszystkie polecane nam miejsca. Ogromnym plusem hotelu był fakt, że Stare Miasto znajdowało się tuż za rogiem po drugiej stronie ulicy. Nie trzeba było więc dużo chodzić i szukać.

Nie doszliśmy jednak za daleko. Niemal zaraz po wejściu na starówkę lokalni właściciele łódek (coś jak gondolierzy) oferowali nam pół godzinną wycieczkę rzeką w ich łódce. Mało tego, po zapłaceniu za łódź i odpłynięciu od brzegu zaoferowano nam, za dodatkową opłatą, kupienie i wypuszczenie na rzekę małych lampionów „na szczęście”. Lampiony te wyraźnie były wyławiane przez gondolierów i sprzedawane ponownie innym turystom. Widoczne na nich były zacieki wody i wosku po poprzednich użytkownikach. Zaryzykowaliśmy pecha i nie kupiliśmy lampionów. No i na pecha długo czekać nie musieliśmy. Mój mężczyzna utracił równowagę na łodzi i skręcił kostkę. W tym momencie w zasadzie nasze zwiedzanie się skończyło. Kostka bolała go przy najmniejszym nacisku i za dużo chodzić nie mógł. I tak pojechaliśmy na 3 dni zwiedzania Hoi An by ostatecznie przesiedzieć je w hotelu. Na szczęście hotel był fajny.

Hoi An mimo wszystko polecamy odwiedzić. To przepiękne i wyjątkowo urokliwe miejsce, szczególnie wieczorem i nocą, gdy oświetlone jest kolorowymi lampkami i oświetlonymi łódkami na rzece.

0 0 votes
Ocena Wpisu
Subscribe
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x
%d bloggers like this: